Moja mała (wielka) przemiana, czyli o zaburzeniach…

Wiem, że lubicie tego typu posty…
Kiedyś za nic bym nie dodała tego zdjęcia, ale każdy od czegoś zaczynał.💪

Zdjęcia dzielą 3 lata ciężkiej pracy nad ciałem i psychiką..

Zdjęcie po lewej – waga 44kg, ciągle uczucie zimna, dreszcze, wypadające włosy, brak energii… Jadłam może 600kcal dziennie, moje śniadanie to pół banana i łyżka jogurtu. Liczyłam KAŻDY orkuszek… a czekolady nawet nie wąchałam. Nie wychodziłam ze znajomymi, żebym nie musiała jeść. Ćwiczyłam po każdym „posiłku”. Ważyłam się 5 razy dziennie. Brakowało mi samoakceptacji i pewności siebie. NIENAWIDZIŁAM się i ciągle myślałam, że jestem za gruba…🤯

Zdjęcie po prawej – waga 52kg, jem zdrowo, ale RACJONALNIE. Nie mam wyrzutów sumienia, gdy zjem czekoladkę… no chyba, że całe opakowanie🤣. Nie waże się często bo wiem, że to nie cyfry odzwierciedlają to, kim jestem. Trening traktuje jako rozrywkę i codzienność, ale nareszcie ćwiczę świadomie.
Akceptuję się w 200%, nam dużo energii, jestem pewna siebie, ambitna i co najważniejsze SZCZĘŚLIWA!😇

Wiem, że wiele osób ma podobny „problem”, dlatego trzeba o tym głośno mówić i co najważniejsze DZIAŁAĆ szybko, bo prędzej czy później to odbije się na zdrowiu. A najgorsze, że z tego błędnego koła trudno wyjść… ja do tej pory czasami gubię się w swoich myślach…🙈