Często dostaje od Was pytania na temat tego skąd się wzięła moja pasja do treningów, gotowania, zdrowego stylu życia…😇 A już dawno planowałam napisać, jak wyglądały moje „początki”, a jak wiadomo, początki bywają TRUDNE… .
Nie sądziłam, że kiedyś będę o tym opowiadać tak sporej liczbie osób, ale zaburzenia odżywiania to coraz częściej spotykany problem, więc uważam że warto o tym mówić, nawet ku przestrodze❤.

A więc…
Wszystko zaczęło się 3 lata temu, po wakacjach, w czasie których się nie ograniczałam i nie dbałam o dietę w żadnym stopniu… (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że istnieje wgl coś takiego jak np. kasza jaglana🤭).
Wpadłam na genialny pomysł, żeby schudnąć… tak ze 2kg, bo nie podobała mi się ta liczba 52 na wadze… (przy moim wzroście to była waga prawidłowa!!😳). Nie wiedziałam, na czym tak naprawdę polega odchudzanie, więc zaczęłam od ograniczenia słodyczy (a wtedy jadłam ich bardzo dużo) i jedzenia najpóźniej o 19… Następnie zrezygnowałam zupełnie z cukru i białego pieczywa (myślałam, że chleb jest ZŁY)… potem wyeliminowałam również dżemy, ziemniaki (bo podobno od nich się tyje🤨🤦♀️) makarony, parówki, tłuste twarogi… lista „tych złych produktów” ciągle się zwiększała.
Zostało tak naprawdę tylko kilka ”legalnych” rzeczy, które jadłam, a wcale nie były super zdrowe, bo chyba wszyscy wiemy jaki skład ma zwykły jogurt owocowy albo większość „fit batoników”.
Moja dieta była bardzo uboga, ale miałam silną wolę i szybko widziałam efekty, co jeszcze bardziej mnie motywowało. Ograniczyłam też ilość posiłków. Na śniadanie jadłam jogurt owocowy light z 2 łyżkami granoli, w szkole jabłko, a w domu obiad mojej mamy (albo pół) i… to tyle.
Zostało tak naprawdę tylko kilka ”legalnych” rzeczy, które jadłam, a wcale nie były super zdrowe, bo chyba wszyscy wiemy jaki skład ma zwykły jogurt owocowy albo większość „fit batoników”.
Moja dieta była bardzo uboga, ale miałam silną wolę i szybko widziałam efekty, co jeszcze bardziej mnie motywowało. Ograniczyłam też ilość posiłków. Na śniadanie jadłam jogurt owocowy light z 2 łyżkami granoli, w szkole jabłko, a w domu obiad mojej mamy (albo pół) i… to tyle.
Po ograniczeniu ilości posiłków, zaczęłam codziennie ćwiczyć – nie dla zdrowia/mięśni, ale żeby spalić kalorie. Do tego stopnia przerodziło się to w obsesję, że miałam ogromne wyrzuty sumienia, gdy po zjedzeniu czegoś nie mogłam iść się poruszać…🤷♀️
Kalorie liczyłam też obsesyjnie, gdy zjadłam o jednego orzeszka za dużo – koniec świata… a na czekoladę nie mogłam nawet spojrzeć😳. W mojej głowie były tylko kalorie i waga (ważyłam się kilka razy dziennie!). Po 4 miesiącach takiego stylu życia ważyłam niecałe 42kg (same kości…) i wcale nie zamierzałam zakończyć tej „diety”.
Mój organizm był bardzo wyniszczony, nie miałam na nic siły, wypadały mi włosy, wiecznie czułam zimno i dreszcze. Nie lubiłam patrzeć w lustro, bo nadal widziałam, że jest mnie za dużo… a co najgorsze, nie zauważyłam w swoim zachowaniu nic dziwnego. Choć nie raz rodzina czy znajomi zwracali mi uwagę, że strasznie schudłam, źle wyglądam, powinnam jeść… nie docierało to do mnie. Spodobało mi się to, że inni zwracają na mnie uwagę i widać efekty… czemu miałabym to zakończyć, poddać się w drodze do celu? Ale właśnie… jaki był mój cel? Jeszcze 2kg mniej i wyląduje w szpitalu… 😨
Momentem przełomowym, po pół roku, była kolejna rozmowa z mamą…
Postanowiłam, że z tego wyjdę, że przytyje i zacznę normalnie żyć.
Nauczenie się więcej jeść wcale nie było łatwym zadaniem… to walka ze swoją psychiką.
Wmuszałam w siebie jedzenie i walczyłam ze sobą. Przekonywałam się do większych porcji i różnych produktów.
Po 4 miesiącach tym razem ZDROWEJ diety i pracy nad sobą ważyłam już 48kg. Kosztowało mnie to sporo łez i wytrwałości, ale miałam ogromne wsparcie od rodziców.
Nadal ćwiczyłam, ale miałam do tego już inne podejście i pokochałam to. A przy okazji założyłam Instagrama, który początkowo miał być takim moim „dziennikiem”.
Niestety coraz więcej osób popada w to błędne koło, z którego bardzo trudno jest się wydostać, jednak wiem, że można i że WARTO!❤