Hejka! W tym poście trochę opowiem o sobie, a dokładniej o tym, skąd się wzięła moja pasja i jak to wyglądało na początku. A jak wiadomo, początki bywają TRUDNE…
Gotowaniem i treningami zainteresowałam się ponad 2 lata temu, gdy postanowiłam naprawić moje relacje z jedzeniem i wyzdrowieć… a dokładniej: PRZYTYĆ po odchudzaniu. Na początku 2 klasy gimnazjum, (po wakacjach na których nie ograniczałam swoich zachcianek i ilości słodyczy😉) wpadłam na pomysł, żeby schudnąć… tak z 2kg, bo nie podobała mi się liczba 52kg na wadze (a brzuszek też miałam trochę większy😂).
Zaczęło się od ograniczenia słodyczy i jedzenia najpóźniej o 19… następnie zrezygnowałam zupełnie z cukru i białego pieczywa… potem wyeliminowałam również dżemy, ziemniaki, makarony, parówki, tłuste twarogi… zostało tak naprawdę tylko kilka tych ”legalnych” produktów, które jadłam (wcale nie były zdrowe… chyba wszyscy wiemy jaki skład ma jogurt owocowy albo granola ze sklepu). Moja dieta była bardzo uboga, ale efekty widziałam szybko, co jeszcze bardziej mnie napędzało. Kolejnym etapem było ograniczenie również ilości posiłków… Na śniadanie jadłam jogurt light z 2 łyżkami granoli, w szkole jabłko, w domu obiad mojej mamy (porcje zmniejszałam jak się dało) i… to tyle. Dodatkowo codziennie ćwiczyłam i dużo chodziłam…😞🤦♀️ Do tego stopnia przerodziło się to w obsesję, że miałam ogromne wyrzuty sumienia, gdy zjadłam o jednego orzeszka za dużo, a na czekoladę (nawet gorzką) nie mogłam spojrzeć. W mojej głowie były tylko kalorie i waga (ważyłam się kilka razy dziennie)… Po 4 miesiącach takiego stylu życia ważyłam niecałe 42kg (wyglądałam jak kościotrup)… i wcale nie zamierzałam zakończyć tej „diety”😱. Mój organizm był bardzo wyniszczony, nie miałam na nic siły, wypadały mi włosy, wiecznie czułam zimno i dreszcze, nie lubiłam patrzeć w lustro, bo nadal widziałam, że jest mnie za dużo… A co najgorsze, nie zauważyłam u siebie żadnych objawów choroby czy zaburzeń odżywiania…😪 Chociaż nie raz rodzina czy znajomi zwracali mi uwagę, że strasznie schudłam, że słabo wyglądam, że powinnam jeść… nie docierało to do mnie, bo nadal myślałam tylko o tym, jak schudnąć więcej. Spodobało mi się to, że inni zwracają na mnie uwagę i że widać efekty… nie wiedziałam, czym to się może skończyć.🤔
Momentem przełomowym, gdy w końcu zauważyłam i zrozumiałam, że coś jest nie tak była Wigilia 2016r. Cały dzień się głodziłam, bo wiedziałam, że wieczorem będę musiała zjeść chociaż barszcz z uszkami i jednego pieroga. I właśnie po zjedzeniu tego pieroga… bolała mnie głowa i poczułam się strasznie słabo. Moja mama po raz kolejny rozmawiała ze mną na temat mojej „diety” i w końcu zrozumiałam, że ma rację i doprowadzam siebie do strasznego stanu. Coś się we mnie przełamało, gdy moja mama się rozpłakała i powiedziała, jak bardzo jej na mnie zależy… Postanowiłam, że zacznę jeść normalnie i przytyję głównie dla niej, bo nie chciałam już patrzeć jak płacze i się o mnie martwi…😞
Nauczenie się więcej jeść wcale nie było dla mnie łatwym zadaniem… nawet dodatkowa łyżka owsianki sprawiała, że miałam wyrzuty sumienia… 😪 Wmuszałam w siebie jedzenie i walczyłam ze sobą, bo wiedziałam, że jeśli nie przytyję to trafię do szpitala (a na to nie mogłam pozwolić). Powoli przekonywałam się do większych ilości jedzenia i kolejnych produktów. Na słodycze nie mogłam nadal patrzeć, bo bałam się, że nie skończy się na jednym batoniku, a kostka czekolady sprawi, że przytyję 5kg.🤫
Po 4 miesiącach tym razem ZDROWEJ diety i pracy nad sobą ważyłam już 48kg. Dodatkowo zaczęłam ćwiczyć (głównie programy Ewy Chodakowskiej), dlatego widziałam delikatny zarys mięśni brzucha i nóg, co mnie motywowało. Co prawda mój wygląd odbiegał od mojej „idealnej” sylwetki, ale przynajmniej nie wyglądałam już na wychudzoną. Najważniejsze (jak również najtrudniejsze) było dla mnie wyzdrowieć psychicznie… kosztowało mnie to sporo łez, krzyku i wytrwałości, ale miałam ogromne wsparcie od rodziców. Bardzo dużo zawdzięczam mamie, która mnie pilnowała, żebym nie zrobiła sobie jeszcze większej krzywdy. Gdyby nie ona… mogę się tylko domyślać, gdzie bym była.🤦♀️❤
W tym czasie założyłam też Instagrama, który w dużym stopniu pomógł mi wyzdrowieć. Obserwowałam różne profile osób, które miały podobny problem do mnie, dużo czytałam o (tym właściwym) zdrowym odżywianiu, szukałam przepisów na fit ciasta i prowadziłam coś w stylu dziennika, gdzie codziennie pisałam co jem i jak się czuje… Pod koniec 3 klasy gimnazjum (2018r.) zaczęłam sama wymyślać przepisy i… polubiłam to! 💜😏 A poza tym z każdym dniem czułam się coraz lepiej, nie miałam już wyrzutów sumienia po zjedzeniu nawet czekolady, dalej ćwiczyłam i widziałam efekty mojej ciężkiej pracy, co najbardziej mnie motywowało (i nadal motywuje!!).😍
Zmieniłam się… zmieniła się moja sylwetka, zmieniło się moje podejście do jedzenia, zmienił się mój charakter i sposób postrzegania świata…
Polubiłam i zaakceptowałam siebie, dzięki czemu zyskałam więcej pewności siebie.😉 Nauczyłam się wrażliwości i empatii, otworzyłam się na ludzi i staram się pomóc, gdy widzę, że ktoś tego potrzebuje.
Zaczęłam doceniać małe rzeczy, cieszyć się każdą chwilą i nareszcie jestem szczęśliwa. Przestałam skupiać się na przeszłości… żyję TU i TERAZ, bo wiem że nie można cofnąć czasu, ale można wpłynąć na przyszłość.😇

Nigdy nie myślałam, że mój Instagram spodoba się takiej ogromnej liczbie osób, a zdrowe odżywianie, gotowanie i treningi staną się moją pasją, którą będę się dzielić innymi… 💜💜
Niestety zaburzenia odżywiania dotykają co raz większą liczbę osób… ludzie popadają w błędne koło, z którego bardzo trudno jest się wydostać. Ale jest to możliwe! Na własnym przykładzie widzę, że można, tylko wymaga to ogromnej pracy i wsparcia.🙏❤
